logo
Szukaj
open close
logo
Szukaj
Szukaj

Tomasz – jadłem co chciałem i kiedy chciałem – cz.1

Pobierz aplikację

i zacznij pracę nad swoją dietę!

Slider

Tagi

Tomasz – jadłem co chciałem i kiedy chciałem – cz.1

historia-ajwendieta-.jpg

W lutym tego roku (2015) ważyłem prawie 115kg (a bywały momenty że 120) – od podstawówki cały czas pomalutku się „powiększałem”. Jadłem co chciałem i ile chciałem. Niczym się nie przejmowałem.

Aż w końcu coś się zmieniło. Może kryzys wieku średniego. Może brzuch za bardzo przeszkadzał. Lubię zmiany – zapisałem się na siłownię.

Nie było lekko. Orbitrek, bieżnia, rowerek – trenerzy kazali mi się rozruszać (wcześniej kompletny brak ruchu, a że jestem serwisantem to też dużo czasu za kierownicą).

Równocześnie odstawiłem cukier i pieczywo. Tak się mówi, że to tuczy. Siłownię ustaliłem sobie na 3 x w tygodniu – poniedziałek, środa, piątek.

Zacząłem czytać w internecie o ćwiczeniach, o odchudzaniu. O dietach i systemach żywnieniowych. Zaczęła mnie boleć głowa – cały dzień bolała. Natrafiłem na temat – ketoza.

Przeanalizowałem moje jedzenie – rzeczywiście od paru dni wyciąłem całe węglowodany z miski. No ale, że wszędzie pisali że ból jest przejściowy – brnąłem w to dalej. Po paru kolejnych dniach (chyba 2 lub 3 dni bólu głowy miałem) nastąpiła euforia. Moc, energia, nosiło mnie. W pracy pracował trener personalny z jakiejś poznańskiej siłowni. Rozmawiałem z nim na tematy żywienia i diety. Mówił – ketoza – maksymalnie 3 tygodnie. Kazał ładować węglowodany co weekend. Nie słuchałem go. Wciąż czytałem – wyszukiwałem rózne informacje. Poznawałem jak działa organizm, jelita, hormony i wszystko co z tym związane. Zarejestrowałem się na www.sfd.pl gdzie prowadziłem dziennik żywieniowy. Dawało mi to kontrolę nad ilością zjadanych węglowodanów oraz kalorii. Nie przywiązywałem nigdy wagi do ilości zjedzonych tłuszczy i białka. Badałem jak wpływają na mnie różne produkty spożywcze – oczywiście bez węglowodanów bo na ketozie najlepiej się czuję. Waga leciała szybko w dół. Nawet 2kg na tydzień. Kondycja na siłowni bardzo szybko urosła tak że godzinne treningi o dość wysokiej intensywności nie męczyły mnie. Tylko mokry jak mysz byłem po np. godzince orbitreka na pulsie 161. Taki puls sobie ustawiałem na maszynie zawsze. Niektórzy twierdzili że to za wysoko – dla mnie to była granica gdzie mogłem normalnie rozmawiać – nie było zadyszki. Powyżej pulsu 170 już zadyszka się zaczyna. Po jakimś czasie spróbowałem “cheat meal”. Jedyne co mi to dało to wyrzuty sumienia. Co jakiś czas (mniej więcej co miesiąc) próbowałem cheatować. Jedyne co było po tym to zatrzymanie spadku wagi na parę dni oraz wyrzuty sumienia.

Do sierpnia zrzuciłem 43kg. Przy ok 72kg waga stanęła. Nie wnikam dlaczego, bo taka waga mi odpowiada i nie muszę już chudnąć. Jem ciągle podobnie – ketoza już trwa ponad 9 miesięcy z przerwami na cheat meale, choć zauważam że taki jeden posiłek (np. kula lodów cassate w piątek) co nie częściej niż tydzień nie za bardzo ma wpływ na ketozę. Organizm chyba przyzwyczaił się do tłuszczu i cukier go nie interesuje. Jakiś rodzaj adaptacji.

Od sierpnia przerzuciłem się z ćwiczeń cardio na ćwiczenia siłowe. Staram się jeść więcej ale nie zawsze mi to wychodzi, hehe.

W następnej części o jadłospisie Tomka… cdn

Autor



Iwona Wierzbicka

W lutym tego roku (2015) ważyłem prawie 115kg (a bywały momenty że 120) – od podstawówki cały czas pomalutku się „powiększałem”. Jadłem co chciałem i ile chciałem. Niczym się nie przejmowałem.

Aż w końcu coś się zmieniło. Może kryzys wieku średniego. Może brzuch za bardzo przeszkadzał. Lubię zmiany – zapisałem się na siłownię.

Nie było lekko. Orbitrek, bieżnia, rowerek – trenerzy kazali mi się rozruszać (wcześniej kompletny brak ruchu, a że jestem serwisantem to też dużo czasu za kierownicą).

Równocześnie odstawiłem cukier i pieczywo. Tak się mówi, że to tuczy. Siłownię ustaliłem sobie na 3 x w tygodniu – poniedziałek, środa, piątek.

Zacząłem czytać w internecie o ćwiczeniach, o odchudzaniu. O dietach i systemach żywnieniowych. Zaczęła mnie boleć głowa – cały dzień bolała. Natrafiłem na temat – ketoza.

Przeanalizowałem moje jedzenie – rzeczywiście od paru dni wyciąłem całe węglowodany z miski. No ale, że wszędzie pisali że ból jest przejściowy – brnąłem w to dalej. Po paru kolejnych dniach (chyba 2 lub 3 dni bólu głowy miałem) nastąpiła euforia. Moc, energia, nosiło mnie. W pracy pracował trener personalny z jakiejś poznańskiej siłowni. Rozmawiałem z nim na tematy żywienia i diety. Mówił – ketoza – maksymalnie 3 tygodnie. Kazał ładować węglowodany co weekend. Nie słuchałem go. Wciąż czytałem – wyszukiwałem rózne informacje. Poznawałem jak działa organizm, jelita, hormony i wszystko co z tym związane. Zarejestrowałem się na www.sfd.pl gdzie prowadziłem dziennik żywieniowy. Dawało mi to kontrolę nad ilością zjadanych węglowodanów oraz kalorii. Nie przywiązywałem nigdy wagi do ilości zjedzonych tłuszczy i białka. Badałem jak wpływają na mnie różne produkty spożywcze – oczywiście bez węglowodanów bo na ketozie najlepiej się czuję. Waga leciała szybko w dół. Nawet 2kg na tydzień. Kondycja na siłowni bardzo szybko urosła tak że godzinne treningi o dość wysokiej intensywności nie męczyły mnie. Tylko mokry jak mysz byłem po np. godzince orbitreka na pulsie 161. Taki puls sobie ustawiałem na maszynie zawsze. Niektórzy twierdzili że to za wysoko – dla mnie to była granica gdzie mogłem normalnie rozmawiać – nie było zadyszki. Powyżej pulsu 170 już zadyszka się zaczyna. Po jakimś czasie spróbowałem “cheat meal”. Jedyne co mi to dało to wyrzuty sumienia. Co jakiś czas (mniej więcej co miesiąc) próbowałem cheatować. Jedyne co było po tym to zatrzymanie spadku wagi na parę dni oraz wyrzuty sumienia.

Do sierpnia zrzuciłem 43kg. Przy ok 72kg waga stanęła. Nie wnikam dlaczego, bo taka waga mi odpowiada i nie muszę już chudnąć. Jem ciągle podobnie – ketoza już trwa ponad 9 miesięcy z przerwami na cheat meale, choć zauważam że taki jeden posiłek (np. kula lodów cassate w piątek) co nie częściej niż tydzień nie za bardzo ma wpływ na ketozę. Organizm chyba przyzwyczaił się do tłuszczu i cukier go nie interesuje. Jakiś rodzaj adaptacji.

Od sierpnia przerzuciłem się z ćwiczeń cardio na ćwiczenia siłowe. Staram się jeść więcej ale nie zawsze mi to wychodzi, hehe.

W następnej części o jadłospisie Tomka… cdn

Autor

Iwona Wierzbicka
18 listopada 2015

Tagi

Pozostaw komentarz

Trzeba się zalogować, aby dodawać komentarze.

Podobne tematy

Marian – obżarstwo – cz.2

Uczciwie muszę przyznać, że panowałem perfekcyjnie nad obżarstwem porannym, ponieważ zawsze rano w ryzach trzymało mnie jeszcze obżarstwo wieczorne. W chwilach załamania lub po prostu słabości łamałem opracowane przez siebie zasady diety co wprowadzało mnie

WIĘCEJ >

Wy o mnie, o diecie, o sukcesie

Przejście w kierunku paleo sprawiło że praktycznie skończył się problem z ''ciążą spożywczą'', redukuje się tkanka tłuszczowa, czuję że mam dużo więcej energii - zwłaszcza rano, skończyło się uczucie senności na godzinę po śniadaniu

WIĘCEJ >

Postanowienia noworoczne – koniec 2017 roku

Koniec roku to u wielu osób czas postanowień noworocznych, ale również i podsumowania roku. Zatem i ja coś dorzucę w tym temacie. Zawsze lubiłam coś podsumowywać i przeliczać, tak jak w 2014 roku. Później chyba…

WIĘCEJ >

Moje Wizualizacje – Festiwal Inspiracji Opole

Warto mieć marzenia i wierzyć w ich realizację, stawiać sobie cele i pozwolić mózgowi by Cię tam doprowadził. Myśl pozytywnie, wizualizuj, myśl o innych tylko dobrze.

WIĘCEJ >