logo
Szukaj
open close
logo
Szukaj
Szukaj

Pamiętnik Ani – część 9 – Leczenie (5)

Pobierz aplikację

i zacznij pracę nad swoją dietę!

Slider

Tagi

Pamiętnik Ani – część 9 – Leczenie (5)

anoreksja-ajwendieta-pamietnik-ani-8.jpg

Leczenie – ostatnia już część.

Czasami, jak myślę o tym czasie, o tych przeżyciach to wydają mi się takie nie moje. Może dlatego, że te chwile były naprawdę koszmarem i najchętniej wymazałoby się je z życia… Warto jednak o nich pamiętać,  po prostu pamiętać. Dlaczego? Bo ten czas to mój czas, moje dane mi w darze  życie. Jedyne, niepowtarzalne, wyjątkowe. Bo to moja droga, która doprowadziła mnie do tego miejsca gdzie teraz jestem…

Szpital. Kolejny pobyt. Inne miasto. Inny odział. Inny sposób leczenia. Nowa nadzieja. Nadzieja, która niestety równie szybko umarła. To miejsce nie przytłaczało jak tamto, nie było takie straszne. Nie było tu tyle agresji, krzyku, ciszy, śmierci. Było coś innego co dla mnie okazało się nie do zniesienia. Dziewczyny z zaburzeniami jedzenia stanowiły osobną grupę. My czyli tzw. „One” byłyśmy traktowane inaczej. To inaczej dotyczyło przede wszystkim spożywania posiłków. Jedzenie i rygor z nim związany, a w konsekwencji przybieranie na wadze, był w tym szpitalu najistotniejszy w drodze do uzyskania zdrowia. Otóż My/One musiałyśmy stawiać się 5 min przed rozpoczęciem każdego posiłku przed stołówką. Dostawałyśmy jedzenie jako pierwsze. Dlaczego? „Bo One są inne”. To była odpowiedź dla zaspokojenia ciekawości pacjentów.

Tak naprawdę miałyśmy ściśle wyliczony czas na zjedzenie przygotowanego posiłku (15 min.) Miałyśmy osobne stoliki, przy których siedział dodatkowy personel szpitala i uważnie obserwował jak jemy. Sprawdzał, czy nie wcieramy masła we włosy, czy nie wkładamy kanapek w majtki, czy nie wylewamy przez przypadek zupy itd. Każda z nas była już na starcie oszustką. Nie było możliwości nielubienia czegoś. Ja nigdy w życiu nie piłam słodkiej herbaty – tam nie było przebacz. Porcje jak na skurczone żołądki były ogromne. Utrwaliła mi się racja ze śniadania (zupa mleczna i 6 kromek chleba z czymś tam).  Czas. To 15 min było bardzo istotne, gdyż niezmieszczenie się w czasie skutkowało zmiksowaniem niezjedzonego pokarmu i podaniu go w takiej półpłynnej postaci przez rurkę do żołądka, oczywiście, każda Ona musiała przy tym być. Tak ku przestrodze.  My/One nie mogłyśmy wrócić po posiłku do pokoi. Przed dyżurką pielęgniarską były ustawione krzesła. Tam spędzałyśmy następne pół godziny – to była tzw. odsiadka. Szczerze mówiąc na początku nie wiedziałam po co. Spytałam w dyżurce. Obrzucona pogardliwym spojrzeniem otrzymałam odpowiedź: „Nie udawaj i na miejsce.” Dopiero dziewczyna obok wyjaśniła, że to ma zapobiec wizytom w toalecie i wymiotowaniu. W sumie po takim śniadaniowym rytuale nie zostawało zbyt wiele czasu do następnego posiłku.

Na oddziale byłyśmy praktycznie cały czas obserwowane, wzbudzałyśmy podejrzenia, ale nie tyko to. Obok była pogarda, niejednokrotnie obrzydzenie, niechęć. W tym miejscu mogłam nauczyć się poczucia bycia kimś gorszym. Na każdym kroku odczuwało się brak szacunku. Byłyśmy nazywane „One”. One, które z głupoty postanowiły się odchudzać i taką mają fanaberię. Na złość Rodzicom, światu – głupie siksy. Dwa tygodnie wraz z innymi dziewczynami tworzyłam grupę One. Po rozmowie z Rodzicami postanowiliśmy, że rezygnuję z tego leczenia. Szpital opuszczałam z jeszcze większym poczuciem inności – gorszości, głęboką depresją i poczuciem winy, w którym niemalże mogłam się utopić.

 

*Środa. Deszcz. Burza za oknem.

Środa. Deszcz. Burza w sercu.

Rozdzierający ból niczym piorun rozrywa moje serce. Rozpadam się na małe kawałeczki. Wokół tylko deszcz i pioruny. Wszędzie deszcz, deszcz, deszcz…

 

Uwaga – waĪne informacje, przeczytaj zanim zastosujesz lub skopiujesz.

Autor



Iwona Wierzbicka

Leczenie – ostatnia już część.

Czasami, jak myślę o tym czasie, o tych przeżyciach to wydają mi się takie nie moje. Może dlatego, że te chwile były naprawdę koszmarem i najchętniej wymazałoby się je z życia… Warto jednak o nich pamiętać,  po prostu pamiętać. Dlaczego? Bo ten czas to mój czas, moje dane mi w darze  życie. Jedyne, niepowtarzalne, wyjątkowe. Bo to moja droga, która doprowadziła mnie do tego miejsca gdzie teraz jestem…

Szpital. Kolejny pobyt. Inne miasto. Inny odział. Inny sposób leczenia. Nowa nadzieja. Nadzieja, która niestety równie szybko umarła. To miejsce nie przytłaczało jak tamto, nie było takie straszne. Nie było tu tyle agresji, krzyku, ciszy, śmierci. Było coś innego co dla mnie okazało się nie do zniesienia. Dziewczyny z zaburzeniami jedzenia stanowiły osobną grupę. My czyli tzw. „One” byłyśmy traktowane inaczej. To inaczej dotyczyło przede wszystkim spożywania posiłków. Jedzenie i rygor z nim związany, a w konsekwencji przybieranie na wadze, był w tym szpitalu najistotniejszy w drodze do uzyskania zdrowia. Otóż My/One musiałyśmy stawiać się 5 min przed rozpoczęciem każdego posiłku przed stołówką. Dostawałyśmy jedzenie jako pierwsze. Dlaczego? „Bo One są inne”. To była odpowiedź dla zaspokojenia ciekawości pacjentów.

Tak naprawdę miałyśmy ściśle wyliczony czas na zjedzenie przygotowanego posiłku (15 min.) Miałyśmy osobne stoliki, przy których siedział dodatkowy personel szpitala i uważnie obserwował jak jemy. Sprawdzał, czy nie wcieramy masła we włosy, czy nie wkładamy kanapek w majtki, czy nie wylewamy przez przypadek zupy itd. Każda z nas była już na starcie oszustką. Nie było możliwości nielubienia czegoś. Ja nigdy w życiu nie piłam słodkiej herbaty – tam nie było przebacz. Porcje jak na skurczone żołądki były ogromne. Utrwaliła mi się racja ze śniadania (zupa mleczna i 6 kromek chleba z czymś tam).  Czas. To 15 min było bardzo istotne, gdyż niezmieszczenie się w czasie skutkowało zmiksowaniem niezjedzonego pokarmu i podaniu go w takiej półpłynnej postaci przez rurkę do żołądka, oczywiście, każda Ona musiała przy tym być. Tak ku przestrodze.  My/One nie mogłyśmy wrócić po posiłku do pokoi. Przed dyżurką pielęgniarską były ustawione krzesła. Tam spędzałyśmy następne pół godziny – to była tzw. odsiadka. Szczerze mówiąc na początku nie wiedziałam po co. Spytałam w dyżurce. Obrzucona pogardliwym spojrzeniem otrzymałam odpowiedź: „Nie udawaj i na miejsce.” Dopiero dziewczyna obok wyjaśniła, że to ma zapobiec wizytom w toalecie i wymiotowaniu. W sumie po takim śniadaniowym rytuale nie zostawało zbyt wiele czasu do następnego posiłku.

Na oddziale byłyśmy praktycznie cały czas obserwowane, wzbudzałyśmy podejrzenia, ale nie tyko to. Obok była pogarda, niejednokrotnie obrzydzenie, niechęć. W tym miejscu mogłam nauczyć się poczucia bycia kimś gorszym. Na każdym kroku odczuwało się brak szacunku. Byłyśmy nazywane „One”. One, które z głupoty postanowiły się odchudzać i taką mają fanaberię. Na złość Rodzicom, światu – głupie siksy. Dwa tygodnie wraz z innymi dziewczynami tworzyłam grupę One. Po rozmowie z Rodzicami postanowiliśmy, że rezygnuję z tego leczenia. Szpital opuszczałam z jeszcze większym poczuciem inności – gorszości, głęboką depresją i poczuciem winy, w którym niemalże mogłam się utopić.

 

*Środa. Deszcz. Burza za oknem.

Środa. Deszcz. Burza w sercu.

Rozdzierający ból niczym piorun rozrywa moje serce. Rozpadam się na małe kawałeczki. Wokół tylko deszcz i pioruny. Wszędzie deszcz, deszcz, deszcz…

 

Uwaga – waĪne informacje, przeczytaj zanim zastosujesz lub skopiujesz.

Autor

Iwona Wierzbicka
22 czerwca 2016

Tagi

Komentarzy: 1

  1. A. 12 lipca 2016 o 12:15

    Historia Ani jest druzgocąca… Czy udało się jej ostatecznie wyjść z tego koszmaru? Mam nadzieję, że jest lepiej i trzymam za nią mocno kciuki!

Pozostaw komentarz

Trzeba się zalogować, aby dodawać komentarze.

Podobne tematy

Taka byłam – zdjęcia Iwony

Taka byłam i tak się zmieniałam. Zawsze uśmiechnięta choć na twarzy kompletnie inna. Podobno kobieta zmienną jest, a ja lubię zmiany. W swoim życiu byłam blondynką, rudą, kasztanową, miałam wszystkie długości włosów z wyjątkiem bycia…

WIĘCEJ >

Pamiętnik Ani – cz.2 – Dlaczego i o czym

Zabójczyni szczęścia i miłości. Złodziejko radości. Dlaczego jesteś taka okrutna? Dlaczego tak bezwzględnie napadłaś na mnie zabierając i zabijając to co najważniejsze? To przez Ciebie straciłam prawie wszystko.....

WIĘCEJ >

Dieta niskowęglowodanowa a trenowanie – mój przypadek

Śniadanie bez węglowodanów i bieganie na czczo – obalam mity! Oczywiście, że każdy jest inny i każdy ma inaczej, ale chcę pokazać, że można jeść 3 posiłki dziennie, nie trzeba się opychać ryżem i makaronem,…

WIĘCEJ >

Moje Wizualizacje – Festiwal Inspiracji Opole

Warto mieć marzenia i wierzyć w ich realizację, stawiać sobie cele i pozwolić mózgowi by Cię tam doprowadził. Myśl pozytywnie, wizualizuj, myśl o innych tylko dobrze.

WIĘCEJ >